Personalizm polski Tom 3 - Marian Rusecki - książka wyd. 2008
Opis
O rozpoczynającym się nowym roku duszpasterskim, charyzmatach, Odnowie, zielonoświątkowcach, problemach z bierzmowaniem i niepojętej bliskości Boga rozmawiamy z ks. prof. Krzysztofem Guzowskim, teologiem dogmatykiem z KUL, rekolekcjonistą i pasterzem wspólnot charyzmatycznych, wielkim fanem Osoby i działania Ducha Świętego, autorem monografii o Duchu Świętym pt. „Duch dialogujący” (Lublin 2016). Publikujemy pierwszy odcinek wywiadu. Pozostałe dwa można zobaczyć pod zakładką „blog” na stronie wydawnictwojut.pl Episkopat ogłosił nowy program duszpasterski, którego hasło brzmi: „Duch, który umacnia miłość”. Duży nacisk położono w nim na Osobę i działanie Ducha Świętego, a zwłaszcza na sakrament bierzmowania. To dobra okazja, by porozmawiać o Duchu Świętym, Jego obecności, działaniu w Kościele i w człowieku. Zacznijmy od samej góry, czyli od Trójcy Świętej. Duch jest w pewnym sensie najmniej znaną Jej Osobą. Dlaczego w ciągu tylu wieków rozwoju chrześcijaństwa tak mało mówiliśmy o Duchu? Wynikało to z Jego skromności i pokory, czy raczej był to po prostu nasz błąd? Ewidentnie to był nasz błąd. Na ten temat trafnie wypowiadał się kiedyś Władimir Łosski, teolog Kościoła prawosławnego. W jednej z książek już w latach czterdziestych sugerował on, że nieobecność Ducha Świętego w teologii zachodniej wynika z przyjętego schematu trynitarnego. A więc to, że na zachodzie tak mało mówiono o Duchu, bierze się ze sposobu, w jaki rozumiano Trójcę Świętą. Łosski uważał, że schemat Filioque mówi o dwóch źródłach, dwóch zasadach pochodzenia Ducha. W takim razie nie ma ostatecznego jednego źródła, nie ma jednej zasady osobowej, którą jest Ojciec. Schemat wschodni – per Filium – pokazuje jasno, że Ojciec jest początkiem wszelkich działań Trójcy, ostateczną zasadą Bożego życia. Trzeba zauważyć, że ta zasada monarchii Ojca i personalistyczny schemat trynitarny zostały zachowane także w tradycji katolickiej, choćby w liturgii. Modlimy się przecież do Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym. Źródłem działania jest Ojciec, który działa przez Syna i w Duchu. Takim sformułowaniem kończą się przecież nasze modlitwy liturgiczne. Natomiast w teologii i w modlitwach paraliturgicznych ta zasada nie była przestrzegana. Modlono się zasadniczo do Chrystusa lub do Ojca przez Chrystusa. Ducha w tym wszystkim brakowało. Właśnie ten „defekt” teologii zachodniej nazywamy chrystomonizmem. Zapomnieliśmy o tym, że łaską Boga po Pięćdziesiątnicy jest po prostu Osoba Ducha Świętego. Od tego czasu musimy pamiętać, że Bóg przychodzi do nas zawsze w Duchu! Święty Bazyli Wielki w swoich rozważaniach pokazuje następującą optykę – jeśli patrzymy na życie Trójcy Świętej, to wszystko zaczyna się od Ojca, jeśli zaś patrzymy na życie chrześcijańskie, to kolejność jest odwrotna, wszystko zaczyna się od Ducha. Patrząc natomiast od naszej strony, pierwszą osobą jest Duch Święty. Lubię powtarzać, że Duch Święty jest dla nas osobą pierwszego kontaktu. Jeśli przyjmiemy ten schemat i będziemy go stosować w naszej modlitwie, duszpasterstwie i teologii, wtedy przestaniemy wreszcie rozdzielać niepotrzebnie Osoby Trójcy. To wielki błąd, że w teologii zaczęto z czasem mówić o Jezusie bez odniesienia do wenątrztrynitarnych relacji.
